W żałobie na co dzień.

Czołem!

15 października obchodziliśmy w Polsce Dzień Dziecka Utraconego.  O stracie bliskich powinno mówić się nie tylko przy okazji takich dni. Bez względu na to czy tracimy kogoś, kto towarzyszył nam przez wiele lat, czy przez kilka dni, czy odszedł nagle czy w wyniku wieloletniej ciężkiej choroby. 
Czy tracimy kogoś z powodu śmierci, konfliktu, wyjazdu, zawsze podkreślam, że każda strata jest bolesna i trudna do nakreślenia w kilkustopniowej skali.  W tej chwili chciałabym skupić się przede wszystkim na tej stracie zupełnie nieodwracalnej – z powodu śmierci bliskiej osoby.

Od narodzin po…?

Śmierć i temat rozmów o niej zawsze budzi wiele emocji, w szczególności lęk i niepokój. Trudno się o tym pisze, trudno komuś tłumaczy, jeszcze trudniej rozumie kogoś w stracie. Nie lubimy o niej rozmawiać,  dopóki w najbliższym naszym otoczeniu się nie pojawi.

Już na samym początku zdobywania wiedzy o świecie, w okresie dziecięcym, dorosłym z trudnością przychodzi odpowiadanie na pytania o odchodzeniu, śmierci, obrządkach funeralneralnych bliskich, co się stanie z nami, a już nie wspomnę o pytaniu o życie po śmierci. O tym jak bardzo temat śmierci jest „wypierany” w nas, nazwałabym społecznie, możemy przekonać się w bardzo prosty sposób. Współczesna fotografia noworodkowa. Wspaniałe fotografie śpiących wysublimowanie ubranych noworodków nie są wytworem inwencji twórczej współczesnych czasów. Nie wiem czy wiecie ale pierwsze fotografie noworodkowe powstały już na początku XX wieku. Tworzone były na prośbę rodziców, których nowonarodzone dzieci odeszły przedwcześnie lub z powodu komplikacji, a rodzina postanawiała mieć tego typu pamiątkę. Dziecko pięknie ubrane w tradycyjny chrzcielny strój, sfotografowane tak jakby spało.  Poruszające? Przecież teraz wygląda to zupełnie inaczej.  Z resztą dodam więcej: jako fotograf mogę powiedzieć i potwierdzić, że fotografia funeralna przeżywa istny renesans. Dam sobie wyrwać włos o to, że w pokoleniowych rodzinnych albumach nie raz spotkamy się z tego typu fotografiami. Teraz nie wygląda tak jak kiedyś (wspólne zdjęcie całej rodziny przy trumnie – miało to swoje znaczenie bo zazwyczaj była to jedyna pamiątka rodzinna), rodziny mają konkretne oczekiwania, wykonywane są konkretne ujęcia, skupia się przede wszystkim na intymności niepowtarzalnego rodzinnego spotkania, współczuciu, prywatności i ciszy.

Nieoceniona strata.

Dwie kreski na teście ciążowym. To stale powtarzane „Nie wierzę” ma różne twarze. Szybka wizyta u lekarza, ekspresowy wynik betahcg: wysokie. Co dalej? „Moje życie się zmienia”. Niepokój, radość, podekscytowanie, mieszają w głowie. Komu  powiedzieć? „Najlepiej wszystkim!” Kiedy ochłonie pada pytanie czy wszystko będzie w porządku. Bicie serca na usg. Czas biegnie, czuje zmiany, które zachodzą, nie ważne, w którym tygodniu w jakim dniu o jakiej porze. Nadchodzi chwila, której nikt się nie spodziewa: „przecież wszystko miało być w porządku..” lekarz przekazuje informacje. Słyszy tylko szum w głowie ciszę, pustkę. Ktoś do niej coś mówi ale nie rozumie, łzy same płyną. „Uda się kolejnym razem”. Przecież nikt nie widział tego dziecka.

Opowiadam Wam historię tysięcy kobiet. Jedną historię a jest ich miliony. Cierpiących w ciszy ze swoimi partnerami i rodzinami. Statystycznie kobiety tracą co 2 ciążę. To tylko statystyki bo według mnie to nie jest liczba. Dla wielu to nadzieja, zaskoczenie, niepewność, oczekiwanie, niewiarygodne pragnienie czasem spełnienie marzeń.

Dlaczego nazywam to jako coś nieocenionego? Bo to strata, której nie widać, trudno ją opisać (zazwyczaj przy wczesnych poronieniach dochodzi do ograniczeń związanych z pochówkiem, ustalaniem płci, urlopem czysto na życzenie rodziny, która nie chce w swojej ocenie powtarzać traumatycznych emocji), o której nie mówi się wprost tylko przeżywa głęboko, często latami w samotności. Często spotykam się w rozmowach z potężnym ciężarem poczucia winy. „Nie powinnam/ Nie powinniśmy tego, tamtego; gdybym nie zrobiła tak  wyszłoby inaczej.” Zanim okaże się, że myśli te i przekonania są zupełnie z jednej strony normalne a nieracjonalne i niezwykle obciążające mija sporo czasu.

Strata dziecka jest dla rodzica czymś, czego nie nazywa język polski. Nie jest ważne w jakich warunkach i z jakiego powodu się ona odbywa. Istnieje urzędowe określenie wdowy/wdowca dla kogoś, kto stracił małżonka, określenie sieroty dla dziecka, które nie ma rodzica/rodziców. Czy znane jest Wam określenie rodzica, który utracił dziecko w jakichkolwiek okolicznościach? Mój słownik języka polskiego nie dysponuje takim określeniem.

Ranę da się zaleczyć ale blizna pozostanie na całe życie. Dlaczego tak ważna jest otwarta rozmowa i bliskość społeczeństwa w godzeniu się ze stratą, szczególnie w przypadku straty dziecka. Dlaczego rodziny dotknięte tym zjawiskiem powinny być objęte kompleksową opieką psychologiczną? 

Żałoba na swój sposób.

Każdy rodzic przeżywa śmierć dziecka na swój indywidualny sposób. Zdarza się, że związek obojga ludzi nie przetrwa tak  trudnej próby. Zdarza się, że strata zacieśnia więzy rodzinne. . Należy pamiętać, że żal zawsze zawiera w sobie pewne elementy gniewu.  Cierpi cały system rodzinny: rodzice, dzieci, dziadkowie, itd. Stąd podkreślam, że pomocy, wsparcia, rozmowy, zawsze potrzebują wszyscy; przynajmniej powinny te osoby mieć okazje do skorzystania z niej. Chciałabym jednak wyróżnić, że istnieją pewne mechanizmy, wzorce zachowań i przeżywania, które są stałe dla każdego człowieka, jednak pojawiać się mogą w różnych sytuacjach i kolejności. Czasami ich przebieg może być niespecyficzny dla dotychczasowego postępowania. Znajomość mechanizmu procesu żałoby może pomóc najbliższym osobom w zrozumieniu pewnego typu zachowań, które czasem powodują, że odsuwamy od osób w żałobie,  stwierdzając, że osoba „zmieniła się”, „nie jest taka sama jak przedtem”, a jej zachowanie jest według nas w jakiś sposób dotąd niespotykane.

Etap pierwszy: Zaprzeczenie i izolacja.

Główną, przynajmniej najczęściej pojawiającą się reakcją na wiadomości o odejściu bliskiej osoby jest reakcja negacji, zaprzeczenia, stwierdzenia „ to nie możliwe; to nie ja/on; to nie mogło się stać”. Reakcja zaprzeczenia jest swojego rodzaju „amortyzatorem” po doświadczeniu nieoczekiwanego wstrząsu. Negacja jest formą przede wszystkim obrony. Pozwala osobie doświadczającej na zmobilizowanie sił, opanowanie emocji i wystąpienia innych radykalnych środków obronnych. Nie wyklucza się także, że po jakimś czasie rozmowa z taką osobą będzie pełna poczucia ulgi. Wszystko zależy od okoliczności w jakich znajduje się osoba, sposobu przygotowania i przekazania osobie takich informacji. Należy podkreślić, że pojawienie się uporczywej negacji nie musi świadczyć o tym, że zawsze będzie towarzyszyć temu wzrost rozpaczy.

Drugi etap: Gniew.

Ujmując krótko: ze słów „to nieprawda” zaczynają pojawiać się najczęściej pytania: „dlaczego mnie to spotkało?”
Gniew jest rodzajem reakcji emocjonalnej, charakteryzującej się silnym wzburzeniem emocjonalnym. Może przyjmować postać agresywną taką jak złość i wybuch wściekłości, frustracji, irytacji, swoistego rozdrażnienia. Czasami towarzyszą mu gwałtowne wybuchy płaczu, krzyku. Etap ten w ocenie psychologów i personelu medycznego jest znacznie trudniejszy od negacji pacjenta. Gniew często kierowany jest w różnych kierunkach, jest trudny do przewidzenia, a ofiarą często padają przypadkowe osoby. Z czego wynika główne wyzwanie w towarzyszeniu osobie w gniewie? Niewiele osób potrafi chociaż w niewielkim stopniu wczuć się w rolę osoby dotkniętej stratą i starać się zrozumieć te trudne chwile. Gniew czasem wydaje się osobom postronnym wyolbrzymiony, nieadekwatny, nieracjonalny, wręcz raniący bo odbierany jest osobiście. Tak opisują to osoby bliskie. Powtarzam, że w tej sytuacji nie ma często innego wyjścia jak odszukanie odpowiedniej strategii towarzyszenia osobie w tych trudnych chwilach. Towarzyszyć nie znaczy oceniać, mówić co ma robić jak ma się zachowywać. Zazwyczaj przynosi to właśnie odmienny skutek. Towarzyszyć według mnie znaczy po prostu „być blisko”, otoczyć opieką, często milczeniem, nie oczekiwać słów wdzięczności, radości. To bardzo trudne ale realne.

Etap trzeci: Targowanie się.

Skoro już doszliśmy do momentu, kiedy zaskoczyła nas wiadomość i nie udało nam się pogodzić z rzeczywistością, byliśmy źli na cały świat: siebie, rodzinę, Boga, przyszedł czas na zadanie pytania: „Jeśli mam odejść z tego świata i jest to nie uniknie, to może jeśli będę dobra, jeśli się zmienię to może sytuacja się zmieni?”

Jest to etap mniej znany, zdecydowanie bardziej związany z uduchowieniem danej osoby, silnie zdeterminowany wyznaniem, tym czy ktoś w ogóle jest wierzący. Często przybiera charakter jeśli: „jeśli teraz będę lepsza teraz to może Bóg wysłucha moje błagania jeśli grzecznie o to poproszę”. Targowanie się jest niczym innym jak formą odroczenia wyroku, którego głównym elementem jest nagroda za dobre sprawowanie. Ostateczny termin zrobienia czegoś, co dotąd było niemożliwe. Z punktu widzenia psychologicznego obietnice takie, targowanie się z samym sobą i Bogiem, zazwyczaj w tajemnicy przed światem, można powiązać z silnym poczuciem winy. Skutkiem takiego zachowania jest wzmacnianie silnego lęku czy nawet „pragnienie kary” za dotychczasowe zachowanie.

Etap czwarty: Depresja.

Od wściekłości po poczucie wielkiej straty. Tutaj osoba dotknięta stratą, obciążona wiadomością o nieuniknionej śmierci dokonuje pewnego typu rozliczenia. Rozlicza co traci i jak wielki przyprawi jej to smutek. Pojawia się nie tylko poczucie winy ale także, odrętwienie emocjonalne, rozpacz, wstyd, poczucie głębokiego rozczarowania. Jeśli depresja jest narzędziem, które przygotowuje osobę do nieuniknionej straty, dodawanie otuchy przestaje być wartościowe. Osoba uznaje, że jej świat skończył się, myśli o śmierci są bardzo intruzywne i obciążające. Nie jest to zdecydowanie dobry moment na zalecanie osobie w stracie by pocieszać ją by nie była smutna,  bo najzwyczajniej nie jest to możliwe kiedy traci się kogoś bliskiego. Spójne z rzeczywistością. Na tym etapie szczególną rolę może odegrać sytuacja, w której pojawią się osoby wpierające instytucje, które wejdą w rolę i zadbają nawet o te życiowe, codzienne problemy. Nie musi być to coś wielkiego wystarczy, że wyrazi się realną chęć pomocy w codziennych obowiązkach, przytuli, zrobi herbatę.

 Etap piąty: Pogodzenie się.

Jeśli osoba miała odpowiednią ilość czasu i podkreślę: nie spotkała ją nagła, nieoczekiwana strata; miała ona dostarczoną odpowiednią ilość wsparcia, pomocy, możliwe jest, że osiągnie ona etap, w którym nie będzie pełna zaprzeczenia i gniewu z powodu straty. Jest to czas na pewnego typu adaptację, zaakceptowanie sytuacji.  Jest możliwe osiągnięcie pewnego typu spokoju, w którym osoba po stracie ubolewa nad utratą  ukochanej osoby, miejsc, itd. Pojawienie się tej fazy jest możliwe najczęściej u osób lub bliskich dotkniętych chorobą, trwającą dłuższy czas. Poczucie bólu mija, osoby często pragną być same, w ciszy lub w otoczeniu najbliższych osób. W takiej sytuacji liczą się przede wszystkim czułe gesty, obecność, spełnienie drobnych ale jakże ważnych próśb, np. puszczenie ulubionej muzyki, przeczytanie ulubionego fragmentu książki, otworzenie okna. To chwile niezwykle intymne. Pamiętajmy, że nie mamy mocy jako psycholodzy by pomóc osobie która odchodzi, ale jesteśmy w stanie pomagać tym najbliższym którzy jej towarzyszą.

W jednym z etapów wspomniałam o milczeniu. Dlaczego mówię o nim? W psychologii i w różnych, (chyba każdym) nurcie terapeutycznym mówi się o tym, że milczenie zawsze coś znaczy. Milczenie i trwanie w nim z osobą bliską, która doświadczyła straty jest bardzo obciążające, szczególnie kiedy wiemy jak wielkie obciążenie emocjonalne się pod nim kryje ale jest niezwykle cenne bo pozwala wprowadzić nie tylko atmosferę zadumy, ale przede wszystkim tworzy poczucie bezpieczeństwa i sojusz z osobą, którą rozmawiamy.

Chciałabym podkreślić, że proces przechodzenia żałoby jest adekwatny dla innych sytuacji, nie tylko osób które tracą bliskich ale także dla samych chorych, którzy otrzymują informację o niepowodzeniu w leczeniu aktywnym i proponuje się leczenie paliatywne – objawowe. Dotyczy to także rozwodu, utraty zdrowia, ulubieńców domu, niepowodzeń zawodowych. Jeśli chodzi o kwestie wsparcia w chorobie, niezwykle trafnie, rzetelnie i w sposób szeroko ujmowany odnoszą się do tego zagadnienia psychoonkologii.

Literatura:
„Porozmawiajmy o śmierci i umieraniu”; dr Elisabeth Kübler-Ross; Media Rodzina; 2007 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *